Zawsze kochałam podróże. Zresztą – kto ich nie lubi. Nowe miejsca, nowe zapachy, doświadczenia smakowe, nowe możliwości. W swoim życiu odwiedziłam kilka stanów amerykańskich, kilka krajów europejskich, ale ulicami Londynu jechałam tylko raz – autobusem – w przeddzień zamachu terrorystycznego na stacji Wiktorii. Czuć było napiętą atmosferę, a ja bardzo chciałam wracać do domu. Zostawiłam za sobą Londyn, nie obracałam się – jechałam do domu. Nie wracałam tam przez ładnych parę lat. Nie dlatego, że nie chciałam – po prostu tak ułożyło się życie.

I have always loved journeys a lot. Anyway – who doesn’t like them. New places, new smells, tastes and opportunities. In my life I’ve been to some states of the USA and some european countries but only once I was travelling by paths of London. It was the day before terrorist attack on Victoria Station. I felt tense atmosphere and I wanted to come back home so I didn’t turn back – I went home. I have’t come back there for so many years because of my life.

Czym urzekł mnie Londyn?

Ogromne miasto wypełnione po brzegi multi-culti. Przeciwieństwa spotykamy tu na każdym kroku: w architekturze, sposobie bycia, ubieraniu się i jedzeniu. Jest kolorowo, zabawnie i wesoło. Czuć tętniące życie – od rana do… rana.

It’s a huge city and is packed with multicultural style. We meet opposites at either step: in architecture, way of being, clothes and food. There is so colourful and funny. It is pulsing with life from morning to … morning.

Bez wątpienia londyńczycy to gorący naród: kochają swoją królową i nie dbają zbytnio o własne zdrowie – to oczywiście żart, ale hartowanie siebie i swoich dzieci stawiają mimowolnie na pierwszym miejscu. Odwiedziłam Londyn w połowie lutego, mając na sobie zimową kurtkę, czapkę i szalik i szybko okazało się, że wyglądam conajmniej dziwnie! Londyńczycy chodzili bez kurtek, ba, nawet w tiszertach i spodenkach!

With no doubt Londoners are never cold. They love their Queen and don’t care their health (it’s a joke). They hardens themselves and their children all the time even in half of February. When I visited London I was wearing a hat and a scarf and it appeared I looked like a freak in this stuff. Londoners were wearing T-shirts and shorts!

Centrum Londynu to właściwie kilka miejsc. Każde z nich jest wyjątkowe i ma własną tożsamość – ale każde z nich składa się na piękną całość zwaną „sercem” Londynu.

Centre of London is made of few places. Every place is special and has its own identity.

Picadilly Circus
Red double-decker bus – one of GB’s symbols

Warto to miasto odwiedzić choć raz. Robi wrażenie, a najbardziej monumentalne budowle, które atakują turystę zza każdego rogu. Do tego dodajmy piękne, stare, ukwiecone domki i tło do romansu w stylu Jane Austin mamy gotowe. Warto się pospieszyć, gdyż w najbliższym czasie (zostało około 70 dni) Wielka Brytania opuści Unię Europejską.

It’s worth to visit London even once in your life. There are so many monumental buildings. They are beautiful, huge and sometimes small, old but flowery like in Jane Austin’s story. Hurry up! In almost 70 days there is Brexit!

Baghingham Palace

Zwiedzanie w tym mieście nigdy się nie kończy. Jeśli masz złudzenie, że widziałeś już wszystko, warto jeszcze zobaczyć Londyn nocą 🙂

If you thing you have seen everything in London, try to see London once again by night.

Urzekł mnie Tower Bridge, łączący dwie części miasta – bardzo romantyczne miejsce, pięknie wykonane, z rozmachem i podświetlone z pomysłem. Sama konstrukcja ma około 120 lat i rzeczywiście można śmiało powiedzieć, że jest arcydziełem inżynierii (tej sprzed stu lat), lecz dla mnie zachwyca podobnie jak starsza o pięć lat Wieża Eiffla. Płynąca pod nim Tamiza stanowiła lustro dla skrzących się wokoło budynków.

Tower Bridge is charming. It’s very romantic place with lights and history. This construction is almost 120 years old and is 5 years younger than Eiffel Tower but is stunning and gergeous in this same way.

Tower bridge

Urzekające…
Charming…

Windsor – mieliśmy taką nadzieję na uściśnięcie dłoni … kogokolwiek z rodziny królewskiej… jednak jest to twierdza nie do zdobycia. Jak widać same ciągnące sie kilometry murów robią wrażenie.

Winsor is fortress not to force. Line of walls is amazing.

Jeden z wielu sklepów z pamiątkami w Windsor
One of numerous gift shops in Windsor

Jest to jedno z tych miejsc, których nigdy nie pozna się do końca. Miasto zmienia się, ma wiele odsłon, żyje. Można wracać do niego kilkakrotnie i mieć pewność, że za każdym razem odkryjecie coś nowego. Moja podróż po Londynie trwała zaledwie cztery dni, do tego z moją trójką kochanych szkrabów – które jak wiadomo, miały własne pomysły, zachcianki i potrzeby. To dla nich poszłam do Muzeum Historii Naturalnej, M&M’s World i pięciopiętrowego Hamley’sa.

You can never say you know London very well. This city changes all the time – lives. Every time you will be there you’ll discover something new. I were there with my family – with my three kids – and for them I visited places like Museum of Natural History, M&M’s World and Hamley’s.

M&M’s World
Hamley’s

O atrakcjach dla dzieci napiszę w kolejnym poście. Tymczasem radzę Wam: kupujcie bilety lotnicze i lećcie zwiedzać Londyn. Miasto daje moc, której nie znajdziecie nigdzie indziej: Travel Power of London!

Next time I will write more about attractions for kids. Meanwhile I recommend you pack your luggage and fly to London. After the visit you will be full of power you can’t find anywhere else. It’s pure: Travel Power of London!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *