Nastał czas podsumowania roku szkolnego, a co za tym idzie, wyróżnień i nagród przyznawanych niektórym uczniom za ich szczególne osiągnięcia w nauce. Czerwony pasek na świadectwie, bo o nim tutaj mowa, budzi wiele emocji, momentami wręcz takie, które sięgają zenitu i przeradzają się w nagonkę na osoby, które go posiadają oraz ich rodziców. 

Obecnie trudno znaleźć zagorzałych zwolenników polskiej edukacji, ale bądźmy szczerzy, czy kiedykolwiek łatwo było takich znaleźć? Ale przecież system szkolny, szkoła, oceny, nagrody, wyróżnienia nie są przecież niczym złym. Są wyrazem uznania i docenienia zrealizowania pewnych zadań i poniesienia pewnego wysiłku.  

A gdyby tak porównać „czerwony pasek” do nagrody w Roland Garros?

Czyż nie czujemy satysfakcji gdy jeden z nas (Adam Małysz, Otylia Jędrzejczak, Iga Świątek) osiągają spektakularny, międzynarodowy sukces? Oczywiście, że tak! Jesteśmy dumni, bijemy brawo i delektujemy się tym sukcesem niczym najpyszniejszym deserem. Ale gdyby oni nie otrzymali głównej nagrody? Co byśmy czuli? Jak byśmy się zachowywali? Czy potrafilibyśmy docenić wysiłek? A gdyby olimpijski złoty medal zamienić na kartkę z czerwonym paskiem? Czy nasza reakcja na drugie miejsce – to bez paska – byłaby odpowiednia? Może warto zdać sobie sprawę, że nagrodę otrzymuje tylko najlepszy, a porażka obecna jest w naszym życiu i niestety, trzeba się nauczyć ją ponosić. Na szczęście w szkole wygranych może być wielu, a w sporcie wygrany jest jeden. 

Fajnie, że niektóre dzieciaki mogą osiągnąć sukces. Na etapie szkolnym sukcesem niewątpliwie jest posiadanie czerwonego paska na świadectwie. Jest to dla ucznia nagroda porównywalna z nagrodą dwudziestu milionów złotych, które otrzymała Iga Świątek wygrywając Roland Garros. Uczeń, tak jak sportowiec, ma swój cel, ale w życiu szkolnym po nagrodę może sięgnąć każdy, a wygranych z główną nagrodą może być wielu. 

Jesteś przeciętniakiem – rodzic jest z Ciebie dumny

Do zastanowienia się nad problemem „czerwonego paska” nakłoniła mnie pewna obserwacja. Wśród moich uczniów coraz częściej słyszę „a właściwie to ja chciałem/am przegrać?”. Naprawdę? Nie powinno tak być przecież! Nie zniechęcajmy dzieci do wygrywania, do osiągania wysokich wyników. Nie uczmy ich, że znalezienie się w „przegranej większości” czyni ich wyjątkowymi. Naszym zadaniem jest dodawanie im skrzydeł, zagrzewanie do walki, pokazywanie możliwości jakie niesie życie, ale jednocześnie stawianie wymagań, by jako ludzie dorośli stawali się coraz lepsi w różnych dziedzinach życia. Niektórzy żyją w przekonaniu, że należy im się więcej za to, że po prostu chodzą do szkoły i nie biorą pod uwagę starań czy umiejętności swoich i innych. Przeszacowują swoje umiejętności, ale jednocześnie mają niską odporność na krytykę oraz tendencje przerzucania winy za swoje porażki na innych.

Mam wrażenie, że obecnie próbuje przekazać się młodzieży, że kluczem do szczęścia jest podążanie za marzeniami. Nęcą nas historie blogerów, mentorów, marzycieli, którzy zarabiają na swojej pasji. Ich historie są niezwykle pasjonujące zwłaszcza jeśli wydaje się, że ktoś z dnia na dzień porzucił etat i zaczął realizować swoją pasję. Nikt nie skupia się na tym, że osoba ta pracowała przez lata na etacie, który pozwolił wyrobić w niej takie cechy jak: systematyczność, opanowanie, odpowiedzialność, i doświadczenie. Uczniowie mają nadzieję, że ich praca będzie przygodą życia, że granie w Minecraft da im niesamowicie dużą ilość pieniędzy i dzięki temu będą mogli pojechać w podróż dookoła świata. Tymczasem każda praca, podobnie jak każda pasja, wymaga wysiłku udoskonalenia, poświęcenia temu czasu oraz odpowiedzialności za podjęte decyzje. Tego właśnie mamy okazję uczyć się już w szkole!

Uczeń z czerwonym paskiem – ofiara presji bycia najlepszym

Niekoniecznie tak musi być! Widzę, że osoby z czerwonym paskiem są wręcz piętnowane jako ofiary swoich rodziców. A ja uważam, że to właśnie w rodzicach „przeciętniaków” leży problem. Może jest tak, że to właśnie ci rodzice nie doceniają włożonej pracy swoich dzieci i ich wysiłków. To rodzice „przeciętniaków” uczą swoje dzieci, że „mogło być lepiej”, że „stać cię na więcej” . Ten, który ma czerwony pasek niekoniecznie musi stawiać czoła presji w swoim domu, może po prostu oczekuje się od niego więcej, dopinguje i nakłania do pracy, ale przecież może odbywać się to w konsekwentny, poukładany, zdrowy i dopingujący sposób? Czy nie jest tak, że powinnismy oczekiwać od siebie więcej i wkładać wysiłek w swoje działania? Osiadanie na laurach rozleniwia. Dajmy dzieciom wsparcie, a nie możliwość tłumaczenia się!

W końcu wyjdzie szydło z worka

Faktem jest, że nikt nie powinien stawać na drodze do realizowania naszych pasji. Nie powinniśmy jednak trwać w przekonaniu, że marzenia sprawiają, że cokolwiek nam się z góry należy. Trzeba doceniać wartość pracy, a nie tylko jej rezultaty. Trzeba docenić wyjątkowych uczniów i umieć pogratulować tym z główną wygraną. Uczmy dzieci docenić pracę i osiągnięcia, a przede wszystkim wyzbądźmy się zazdrości. Uczmy dzieci wysiłku, angażowania się, starania się, wkładania pracy, a jednocześnie radzenia sobie z porażką, cieszenia się ze swoich sukcesów i doceniania samych siebie.

A może warto zachować złoty środek?

Jestem mamą trójki nastolatków, od których oczekuję wysiłku wkładanego w naukę, doskonalenia się, zdobywania wiedzy, ale jednocześnie, widząc ich pracę i zaangażowanie, jestem dumna z tego, że potrafią wysilić się na więcej. Jestem z nich dumna, bo nie oczekują nic „za darmo”. Jestem dumna z pracy, którą wkładają w swoją edukację. Trójka ludzi, trzy świadectwa, każde inne i każde zasługujące na gratulacje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *